O Mnie | Mogę z pełnym przekonaniem powiedzieć - Szczecin to moje miasto. |
|
Mogę z pełnym przekonaniem powiedzieć - Szczecin to moje miasto. Tu się urodziłem i wychowałem, tu zdobywałem pierwsze szlify edukacyjne i zawodowe, to tu poznałem mnóstwo wartościowych i ciekawych ludzi. Czuję silną emocjonalną więź z tym miastem i odkąd sięgam pamięcią zależało mi na tym by Szczecin był miejscem w którym żyje się jak najlepiej. Dlatego też zapisując się w wieku 15 lat do Młodych Demokratów dokonałem wyboru w pełni świadomego, mimo mojego młodego wieku. Jednak nieprzypadkowo moi koledzy z podstawówki do dziś opowiadają anegdotki o tym jak na lekcjach zamiast razem z nimi emocjonować się komiksami Spidermana zanurzałem się w lekturze dzienników zarówno lokalnych jak i ogólnokrajowych, które czytałem dosłownie od deski do deski- interesowało mnie wszystko co się dzieje w mieście, kraju i na świecie.
Działalność w Młodych Demokratach sprawiała (i wciąż sprawia) mi wiele satysfakcji. Była również okazją do nauczenia się całego mnóstwa rzeczy- choćby samodzielności, odwagi w podejmowaniu decyzji czy odpowiedzialności. Jednak działalność to też czas poświęceń i wyrzeczeń- kiedy moi rówieśnicy grali w piłkę ja zastanawiałem się komu wręczymy rózgę a komu mikołajka za działalność w naszym mieście. Jednak z pełnym przekonaniem mogę stwierdzić, że było warto. Wielką satysfakcją było dla mnie to, że koleżanki i koledzy z Młodych Demokratów obdarzyli mnie zaufaniem wybierając na Przewodniczącego stowarzyszenia najpierw w Szczecinie, a dwa lata temu w województwie Zachodniopomorskim (którą to funkcję pełnie do dziś). Pierwsze kroki w poltyce Moją pierwszą poważną akcją gdzie Młodzi Demokraci ściśle współpracowali z Platformą Obywatelską było zbieranie podpisów pod referendum o odwołanie z funkcji Prezydenta Szczecina Mariana Jurczyka. Było to przedsięwzięcie bardzo trudne i czasochłonne, bo chociaż większość mieszkańców doskonale zdawała sobie sprawę, że pod przewodnictwem Mariana Jurczyka miasto nie tylko się nie rozwija co wręcz staje się bardziej zacofane, to mało wierzyło w powodzenie naszej akcji. Największym wyzwaniem było wyzwolić u ludzi chęć i wiarę w to, że całe przedsięwzięcie ma sens. Finalnie frekwencja była niewystarczająca do odwołania M. Jurczyka ale liczba ludzi którzy jednak zdecydowali się nas poprzeć pozwoliła określić naszą akcję jako sukces. Ważne wybory dla mnie i Szczecina Pracowałem przy wielu kampaniach wyborczych i niewątpliwie z każdej z nich wyniosłem cenne doświadczenia, ale kampanią dla mnie szczególną, która na zawsze zapadnie mi w pamięci były wybory samorządowe w 2006 roku. Były to pierwsze wybory w których pracowałem nie tylko na jak najlepszy wynik Platformy Obywatelskiej ale także na swój indywidualny - startowałem do Rady Miasta Szczecina. To było całkiem nowe, trudne doświadczenie, szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że bardzo mocno zaangażowałem się w kampanię naszego kandydata na prezydenta Szczecina Piotra Krzystka. Zresztą wszyscy członkowie sztabu wyborczego w pełni się poświęcili dla Piotra- wiedzieliśmy, że jego zwycięstwo oznacza Viktorię nas wszystkich a przede wszystkim spowoduje, że Szczecin zyska niesamowitą szansę rozwoju. Wszystko to spowodowało, że na swoją kampanię poświęciłem znacznie mniej czasu i energii niż przewidywałem. Szczerze mówiąc daleki byłem od pewności co do mojej wygranej. Wynik absolutnie mnie zaskoczył. Ponad 2 tys. głosów to był bardzo dobry wynik i spełniło się pierwsze moje wielkie polityczne marzenie. Wcześniej nie raz bywałem na Sali sesyjnej Rady Miasta jako widz i początkowo jako radny czułem się nieswojo, ale uczucie to minęło szybko. Wraz z pozostałymi Radnymi i Prezydentem Piotrem Krzystkiem doskonale zdawaliśmy sobie sprawę, że nie mieliśmy czasu na zbyt długą aklimatyzację. Szczecin zbyt długo pozostawał z tyłu za innymi miastami i teraz tak naprawdę nie wystarczyło iść do przodu- trzeba było niemalże biegu sprinterskiego. I mogę z pełnym przekonaniem po ponad roku rządów Platformy Obywatelskiej w Szczecinie powiedzieć, że dystans dzielący Szczecin od innych polskich miast systematycznie maleje. Owszem były błędy, nie wszystko poszło tak jak zakładaliśmy ale najważniejsze, że miasto ma wizję, że jest otwarte zarówno na inwestorów jak i na mieszkańców. No i udało się zrealizować kilka projektów wśród których nie mogę nie wymienić regat The Tall Ship’s Races 2006. Poprzednia władza zostawiła nam „niespodziankę” w postaci całkowicie nieprzygotowanej imprezy transmitowanej tak naprawdę na cały świat. Mógł być to dla nas wielki sukces ale również dobrze spektakularna porażka. Wszyscy bardzo ciężko pracowaliśmy przez ponad pół roku na to aby Szczecin pokazał się z jak najlepszej strony. Kiedy nadszedł dzień przypływu statku a ja spojrzałem z Wałów Chrobrego na kolorowe żaglowce, tłumy ludzi ze wszystkich stron świata- wiedziałem już, że się nam udało. Niewiadomą była jedynie skala sukcesu. Okazało się, że przekroczyła ona nasze najskrytsze marzenia- to było cos absolutnie niepowtarzalnego, niesamowitego, nie dającego się opisać- po prostu trzeba tam było być i to przeżyć. Po regatach wszyscy zarówno władze jak i sami mieszkańcy uwierzyliśmy, że nasze miasto stać na to aby organizować rzeczy wielkie i niepowtarzalne, a mieszkańcy z różnych stron świata mogą być Szczecinem zauroczeni. |